Cathy ocknęła się w podobnym pomieszczeniu do poprzedniego, lecz leżała na ziemi ze związanymi powrozami nogami i rękami. Próbowała jakoś wydostać ręce, lecz powrozy były mocno związane, a była kompletnie wycieńczona. Nagle usłyszała szczęk klucza w zamku, a po chwili zgrzyt rzadko używanych drzwi. Zauważyła, jak dwie zakapturzone postacie wnoszą coś na kształt drewnianych noszy, wykonanych z jednolitej deski i dwóch podpierających ją grubych belek. Dla niepoznaki Cate udała, że jeszcze śpi, więc jedna z tych postaci powiedziała coś do drugiej w niezrozumiałym dla dziewczyny języku i przenieśli ją z podłogi na nosze. Po chwili poczuła, jak jest wynoszona z pomieszczenia i przez wpół przymknięte oczy widziała szare, obdrapane ściany i drewniane drzwi z wielkimi zasuwami i żelaznymi obkuciami, wskazujące na stary i dawno opuszczony szpital psychiatryczny lub więzienie. Po dłuższym czasie wędrówki przez korytarze Cathy poczuła, jak znoszą ją schodami w dół. Z początku były to dosyć kręte schody w budynku, później schody były już wydrążone w skale. Już po chwili weszli do ogromnej sali, na której ścianach odbijał się blask wielkiego ogniska. Zakapturzone postacie niosły Cate przez aleję utworzoną ze stojących pochodni, po czym na środku sali położyły nosze na ziemi, a dziewczynę przenieśli na kamienne podwyższenie, choć po wysokości, na jakiej znalazła się Cathe można było wywnioskować, iż jest to jakiś stół lub ołtarz. W końcu Cathe stwierdziła, iż należało by się “obudzić” ze stanu udawanego snu i się rozejrzeć. Sala rzeczywiście była ogromna. Po jednej stronie była aleja, którą została przyniesiona, a po drugiej znajdowało się wielkie ognisko, za którym stał drugi identyczny ołtarz, lecz stały na nim przeróżne naczynia, a przy nim stał jakiś mężczyzna. Wokół tych ołtarzy w okręgu stało wiele takich zakapturzonych postaci jak te, które wyniosły dziewczynę z celi. Gdy mężczyzna stojący po drugiej stronie zauważył przebudzenie Cathy, zwrócił się do niej z tym samym obcym akcentem, co postać w pomieszczeniu z krzesłem:
- Witam ponownie, śpiąca królewno. Wątpię, iż przemyślałaś sobie co nieco przez te dwa dni, więc wykorzystaj te parę ostatnich minut Twojego życia na takowe przemyślenia – roześmiał się i zaczął odmawiać jakąś modlitwę w obcym języku.
Cathy widząc, że ma ostatnią szansę na przeżycie, zaczęła próbować wyrwać się z więzów. Mężczyzna akurat skończył odprawiać modlitwę, i zwrócił się do postaci wokół ołtarzy:
- Wrzucić ją!
W tej samej chwili Cate zrozumiała, że nie już dla niej nadzieji. Lecz usłyszała męski głos jednej z postaci, która podbiegła do mężczyzny przy oltarzu:
- Zostaw ją! O ile nie chcesz nas wszystkich wpędzić do grobu. Z Tobą na czele, oczywiście.
- Hmm, czyli chcesz zginąć wraz z nią? Świetnie! – po czym zwrócił się do pozostałych – Jego też wrzućcie!
Mężczyzna, który wstawił się za Cathe, zrzucił z siebie płaszcz i zaczął walczyć z pozostałymi. Gdy oczyścił sobie teren, a pozostali zakapturzeni bali się podejść, ten podbiegł do dziewczyny i rozciął jej więzy.
- Potrafisz sama iść? – zapytał.
- Tak, chyba tak – odparła Cate, więc obydwoje skierowali się w stronę schodów, a chwilę później biegiem skierowali się ku wyjściu.
Kiedy wybiegli już z budynku i znajdowali się w bezpiecznej odległości, zatrzymali się na chwilę, by odpocząć
- Kim pan jest? – zapytała Cate, dysząc – i czemu pan mi pomógł?
- Nazywam się Balthasar, a pomogłem ci z tego powodu, iż wiem, kim naprawdę jesteś – odpowiedział mężczyzna – ale o tym opowiem Ci w drodze do Londynu.
- Jak to do Londynu? Przecież… gdzie my jesteśmy tak w ogóle? – wykrzyknęła przerażona dziewczyna.
- Najpierw musimy stąd się wynieść – powiedział Balthasar i powolnym krokiem skierował się w stronę drogi, a Cathe wyruszyła wraz z nim w swoją drogę w nieznane.